- Rany julek, o co tu chodziło? - spytałam wściekłym szeptem. Już sobie wyobrażałam wielkiego sińca, jakiego będę miała następnego dnia. .

- Bello? Bello? Bello!!!!! – słyszałam głos zaniepokojonej Esme odczuwając przy tym delikatne szturchanie w lewe ramię.. Odwróciłam się tyłem do słońca oraz Glenna i, oparta plecami o barierkę, patrzyłam na Trenta, który zmierzał po trawie w moją stronę. Zostawił za sobą na kocu pięk¬nie rozstawione dwa kieliszki do wina, butelkę w lodzie i miseczkę niesezonowych truskawek, co wywoływało wrażenie, że mamy czerwiec, a nie wrzesień. Szedł odmie¬rzonym, pozornie spokojnym krokiem, ale widziałam, że jest spięty.. Wiesz,. - Nawet jeżeli nie był winny zbrodni, o którą próbowałaś go oskarżyć? — spytałam.. - Ty i ona? Fuj!. Dan usiadł na podłodze i doczytał stronę do końca. Fakt, James Joyce zawsze go podniecał.. Jego opalona twarz pobladła..